wtorek, 25 lutego 2014

Rozdział 18

Spotkanie z ojcem było dla mnie bardzo ciężkie. Kosztowało mnie wiele nerwów mimo iż myślałam że po  latach mi przejdzie i będę potrafiła wybaczyć. Jednak się okazało że jest to zbyt rozległa krzywda aby w takim przeciągu czasu odeszła w zapomnienie.Pojawił się w najgorszym momencie jakim tylko mógł. Akurat teraz kiedy zaczynało się nam wszystko układać, kiedy nareszcie poczułam że jestem szczęśliwa? A mama, ciekawe gdzie jest i co się z nią dzieję? Tyle jej już nie widziałam, a tyle mam jej do powiedzenia... Ciekawe jaka była by jej reakcja na wieść że zostanie babcią. Tak bardzo chciałabym ją zobaczyć. Przytulić się, zwierzyć. Niestety, ta cała sytuacja nie służyła mojej ciąży. Od wizyty na komisariacie praktycznie nie można zostawić mnie samej ponieważ bardzo często zaczęłam tracić przytomność. Najgorsze jest w tym wszystkim to że Paul nie może się w pełni skupić na treningach tylko zamartwia się mną a raczej nami. Na całe szczęście są przy nas nasi przyjaciele Ola i Piotrek oraz wszyscy Resoviacy. No może prócz jednego. Na pozór próbowałam zachowywać się twardo do tego co ostatnimi czasy dzieję się wokół mnie ale w środku jestem rozdarta. Szkoda tylko że pojawia się coraz mniej odpowiedzi a coraz więcej pytań. A jedno, na które chciałabym znać odpowiedź. Kto nasłał mojego ojca? Bo nigdy nie uwierzę że sam z siebie postanowił mnie odnaleźć. Wstałam bardzo wcześnie, właściwie można powiedzieć że wcale nie spałam przez to wszystko. Przygotowałam śniadanie, posprzątałam mieszkaniu. Lotman  przespał smacznie cały ranek, nie miałam serca go budzić. On też bardzo emocjonalnie zareagował na to co się dzieję. Dziś na szczęście zawodnicy mają wolne, po raz pierwszy od dłuższego czasu mamy dzień dla nas. Jednak Paul coś wspominał że umówił się z Alkiem i Krzyśkiem na siłownię ale lepsze spędzone 2 godziny w samotności niż cały dzień. Około godziny 12:00 wstał Paul. Podszedł do mnie ręce położył na brzuchu, który z każdym dniem stawał się coraz większy.
-Jak tam moje aniołki się czują?
-Wszystko w porządku.
-Co na śniadanie?
-Śniadanie?
-Chyba obiad. Jest godzina 12:00.
-Już południe? Dlaczego mnie nie obudziłaś?
-Tak smacznie spaleś że nie miałam serca żeby cię zrywać... -Lotman tylko zamruczał po czym wtulił się we mnie.
-O której idziesz na siłkę?
-Właśnie zapomniałem cię uprzedzić. Dzisiaj nie ide na siłownię tylko na obiad wpadają Ignaczakowie. Mają być o 15:00.
-I mówisz mi o tym w południe?! Czyś ty zwariował? Już mi iść do sklepu zrobić zakupy!
-Ale Blanka!...
-Już! I to w podskokach. - ach ci mężczyźni. Pogratulować refleksu.
Wzięłam się za sprzątanie mieszkania. Każde pochylenie było katorgą. Przez mój brzuch z coraz większą trudnością wykonywałam podstawowe, domowe czynności. Ale coś za coś. Po jakimś czasie wrócił Paul i zaczęliśmy przygotowywać obiad. Tak jak było umówione o 15:00 pojawili się Ignaczakowie ze swoimi pociechami. Tylko pozazdrościć takich maluchów. Chociaż jak by Seba usłyszał że mówię na niego "maluch" to by się obraził...  Wizyta naszych znajomych minęła w miłej atmosferze. Jak zwykle Krzysiek z Lotmanem w swoim towarzystwie nie mogli być tylko 3 godziny więc od razu po spotkaniu umówili się na spacer. Jak to ujęli "męski spacer" tak więc ja i Iwona musiałyśmy na to przystać. Żona Igły pomogła mi pozmywać po czym wróciła do domu. A ja znowu zostałam sama.
Po chwili zadzwonił mi telefon, kiedy tylko ujrzałam że próbuje się ze mną skontaktować Ola odebrałam z uśmiechem na twarzy.
-Halo?
-Cześć. Jak się czujesz?
-Mogło być lepiej ale tragedii nie ma.
-Jak zwykle. Cała Blanka prawdy nie powie nigdy!
-Ale to prawda!
-Dobra, dobra ja swoje wiem. Słuchaj nie uwierzysz kogo dzisiaj widziałam w Rzeszowie!
-Kogo?
-Nie jestem pewna czy ci mówić bo wiesz...
-Olka, kogo?!
-Jasmine, jest w mieście widziałam ją jakieś 15 minut temu jakieś dwie ulice od waszego bloku.
-Nie?!
-Tak! Nie wiem co tu robi i po co wróciła ale mówię ci uważaj teraz na Paula. Gadałam z jej byłą koleżanką ponoć chcę odzyskać Lotmana. Czekaj to za godzinę wpadnę do ciebie wpadnę i pogadamy.
-Okej, czekam... -wydukałam po czym się rozłączyłam.
Usiadłam na kanapie, schowałam twarz w dłonie. Po upływie 5 minut usłyszałam pukanie do drzwi. Byłam pewna że to Ola ale się myliłam... To była Jasmine
-Co ty tutaj robisz? W ogóle jak ty masz czelność tutaj przychodzić?
-Nie zapominaj że to mieszkanie należało kiedyś również do mnie! To co wpuścisz mnie do swojego mieszkania? - uchyliłam lekko aby weszła.
-Trochę się tu pozmieniało... -gotowało się we mnie patrząc na jej twarz na której rysował się sztuczny uśmiech.
-Szkoda tylko że nie masz już na to wpływu...
-Oj mylisz się skarbie, a właśnie pewnie zastanawiasz się po co wróciłam.
-Właśnie może zechcesz być tak łaskawa i powiedzieć po co się znowu pojawiłaś?!
-Skoro tak bardzo chcesz wiedzieć. Przyjechałam walczyć o mężczyznę, którego ty mi zabrałaś!
-Ja zabrałam?! A to ja go zdradziłam?! Ja się puszczałam?! Chyba się zapominasz!
-Ojej nie tak nerwowo bo się twoje dzieciaki wystraszą! -w tym momencie myślałam że jej coś zrobię
-Odwal się od dzieci moich i Paula!
-No właśnie zapomniałam zapytać zapytać cię o najważniejsze! Jak tam tatuś?
-Skąd ty to wszystko wiesz?! -po jej uśmieszku doszło do mnie że to ona go nasłała, chciała mnie wykończyć.
-Brawo królewno! Myślałam ze jesteś bardziej głupia, a tu taka niespodzianka.
-Dlaczego ty to robisz? - w tym czasie do mieszkania wparowała Ola.
-No nie! Co ty tu robisz idiotko?!
-No proszę, posiłki? Blaneczka nie da rady się sama obronić?
-Wyjdź stąd! Albo dzwonię na policję! Won! -dziewczyny zaczęły się kłócić a ja poczułam ostry ból brzucha. Po czym osunęłam się na ziemię z hukiem.
-Blanka co ci jest? Odezwij się! -zaczęła mnie cucić przestraszona przyjaciółka.
-Dobra ja spadam, bo zaczyna wiać nudą... -  z twarzą zwycięzcy Jess wypadła z mieszkania.
Ola zadzwoniła po pogotowie. Zabrali mnie do szpitala.

*Oczami Paula*
Za spaceru wyrwała mnie Olka. Od razu pojechałem do szpitala. Dopiero tam dowiedziałem się co się stało i przez kogo. Byłem wściekły na Jess.
Na diagnozę czekaliśmy z Olką około 1,5 godziny.
-Panie doktorze co jej jest?
-Sytuacja jest nie za wesoła. Przez stres pańska narzeczona jest w ciężkim stanie, na tyle ciężkim że w każdej chwili może poronić.
Po tych slowach lekarza usiadłem na krześle i zacząłem płakać....
-----------------------------------------------------------------------------------
Tak oto się przedstawia 18 część. Mam nadzieję że się podoba. Ktoś się spodziewał że to wszystko sprawka byłej żony Paula? Do następnego i pozdrawiam. :* :)

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ



środa, 19 lutego 2014

Rozdział 17

Słuchawka spadła mi na ziemię p tym co usłyszałam. Pierwszą myślą, która pojawiła mi się w głowie było coś w rodzaju "jak on mnie tu znalazł" ? Mój narzeczony nic nie wiedział o moich relacjach w rodzinie, nawet nie pytał, a ja sama też nikomu się nie zwierzałam, ten temat jest dla mnie bardzo trudny po tym co przeszłam w dzieciństwie wyjeżdżając do Rzeszowa myślałam że zacznę wszystko od nowa aż do dzisiaj...
Do salonu przybiegł zdenerwowany Paul.
-Co się stało kto dzwonił?
-Dzwonili z policji... -  tym momencie mój głos zamarł.
-Jak to czego chcieli? Znowu ten Penchev?
-Nie, o wiele gorzej... -po policzku spłynęla mi łza
-No mów co się dzieje!
-Mój ojciec, jest w mieście, znalazł mnie....
-I co w związku z tym? -zapytał zdezorientowany Paul
-A to się stało że uciekłam z rodzinnego domu do Rzeszowa aby zacząć nowe życie. Od małego bił mnie i mamę. Poniżał nas... Gdyby nie jego wieloletnie prowokacje nie mieszkałybyśmy z nim już od dawna ale zastraszał nas że jeśli odejdziemy do niego to się zabije albo że zniszczy nam życie. Nie wiedział dokąd uciekłam. Ale teraz jest w Rzeszowie. Boję się, tak strasznie się boję...
-Nie bój się. Nic ci nie grozi, jesteś przy mnie.  -wtuliłam się w Lotmana
-Jedźmy już. Miejmy to za sobą... -powiedziałam strachliwym głosem.
-Jesteś pewna że chcesz jechać? Może załatwię to sam?
-Nie, on jest nieobliczalny, jadę z tobą.
Po chwili zeszliśmy na dół, wsiedliśmy do auta po czym udaliśmy się na policję. Za około 15 minut byliśmy na miejscu. Weszliśmy do środka. To miejsce było przerażające. Po prostu nie do opisania.
Po chwili znaleźliśmy się w gabinecie funkcjonariusza, na fotelu siedział ojciec, którego na sam widok miałam ochotę udusić za to co zrobił mi i mamie. Paul na jego widok. Zrobił się wściekły, miał ochotę tak samo jak ja coś zrobić mężczyźnie przez, którego nie miałam normalnego dzieciństwa. Dobrze że w pomieszczeniu był policjant bo by się pobili.
Ojciec wstał z krzesła obrócił się w naszą stronę. Na widok jego twarzy o razu zrobiło mi się nie dobrze.
-Witaj, córeczko.
-Dzień dobry. -nie byłam w stanie na niego patrzeć mój wzrok błądził po pokoju.
-I tylko tyle masz mi do powiedzenia?
-A ty? Przez tyle lat musiałyśmy cię z mamą znosić a teraz co? Zjawiasz się nie wiem po co i będziesz zgrywać wielkiego tatusia? Wiedz że dla mnie jesteś nikim!
-Po co tyle gniewu? A nie przedstawisz mi twojego kolegi?
-Kolegi?! To jest mój narzeczony ale nie wiem czy będzie cię to obchodzić...
-Ooo to kiedy ślub? Już nie mogę się doczekać kiedy poprowadzę moją córunię do ołtarza.
-Zapomnij! Jesteś ostatnią osobą, która mogła by mnie prowadzić do ołtarza. Brzydzę się tobą. Jesteś dla mnie skończony! Rozumiesz?!
-Ale po co te nerwy? Chcę się pogodzić.
-Nie licz że kiedyś ci wybaczę. Przez ciebie nie wiem gdzie jest mama i co się z nią dzieję.
Do rozmowy wtrącił się Paul:
-Niech pan się nie wtrąca w nasze życie. A jeżeli chce pan szczęścia córki prosze ją zostawić w spokoju! Tym bardziej że spodziewamy się dzieci.
-Co dzieci? Będę dziadkiem super. A ty synku uważaj co mówisz bo możesz się przeliczyć...
-Wypraszam sobie!
-Dobra koniec tego! Paul wychodzimy! A to się nie wtrącaj w nasze życie. W ogóle zapomnij o tym spotkaniu zapomnij o mnie i o mamie. Zapomnij że miałeś rodzinę! - po tych słowach wyszliśmy z komisariatu.
Ta rozmowa kosztowała mnie wiele nerwów. Chyba jest najgorszą z tych, które do tej pory przeprowadziłam w swoim życiu. Przez całą drogę powrotną płakałam. Nie mogłam się pozbierać. To była dla mnie straszna trauma.
Po powrocie do domu miałam złe przeczucia odnośnie dzisiejszego spotkania po latach... Od razu położyłam się spać z tego natłoku wrażeń.

*Oczami Paula*
Co za tupet po tym jak potraktował Blankę ma czelność wracać po latach jak gdyby nigdy nic?! Myślałem że przyleje gościowi. Ani przez chwilę nie pomyślałem że ten facet to mój zięć. Miałem wiele pytań do Blanki o jej przeszłość ale widząc jak to przeżyła i nadal przeżywa, nie chcę jej męczyć. Być może i tak już za dużo się dowiedziałem jak na jeden dzień...
---------------------------------------------------------------------------------------
I oto jest kolejna część- 17 .
Wielu z Was myślało że to chodziło o Nikolaya z tym wezwaniem a tu proszę. Czy waszym zdaniem ojciec Blanki namiesza w ich życiu? ... Pozdrawiam i do następnego. 

PS. Przepraszam że taki krótki rozdział. :) Następny będzie dluższy. ;)

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ



wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 16

Sama nie wiem dlaczego, chciałam pobiec za Nikolayem porozmawiać wytłumaczyć. Ale z drugiej strony tłumaczyć co? Że jestem szczęśliwa? Na całe szczęście Ola wybiła mi to z głowy. Usiadłam na fotelu a po policzku zaczęły mi płynąć łzy.
-Hej, mała czemu płaczesz? Przecież to nie twoja wina.
-Ja już nie mam pojęcia co jest z mojej winy a co nie. Ale mam złe przeczucia, A co jeżeli sobie coś zrobi? Nie wybaczę sobie tego...
-Cicho, nie płacz. Nie wolno ci się teraz denerwować. -pocieszała mnie przyjaciółka
-Do cholery jak mam się nie denerwować?!
-Tylko mi nie mów że coś do niego czujesz?! -wykrztusiła Ola
-Nie wiem do kogo co czuje.... Mam tego wszystkiego dość. -uciekłam do łazienki zamykając, trzasnęłam drzwiami. W tym samym momencie do mieszkania wrócił Paul.
-Ola? Co ty tu robisz? Gdzie Blanka? Co się stało?
-Hej, hej kolego nie tyle pytań na raz! Blanka jest w łazience.
-W łazience?! Jak to? Źle się czuje?
-Ze zdrowiem fizycznym jest ok, ale z psychiką....
-Olka mów co sie stało do cholery! -uniósł głos Amerykanin
-Niko się dowiedział się że Blanka jest w ciąży, wybiegł stąd jak oparzony.
-Co on tu robił?
-Przyszedł po coś. -Lotman popatrzył na drzwi łazienki i zaczął się do nich dobijać.
-Blanka, skarbie nic ci nie jest?! Odezwij się! Błagam!
-Proszę, zostawcie mnie teraz samą! -powiedziałam zapłakanym głosem.
-Blanka, otwieraj te drzwi albo je wywarze!
-Paul, prosiła cię o coś, odpuść
-Nie, ten idiota znów rozpieprza mi życie, i mam na to tak spokojnie patrzeć?! Nigdy!
-Blanka, wchodzę!
Po chwili ku moim oczom ukazał się Paul, a drzwi a właściwie kawałki z tego co pozostało walało się po płytkach.Przyjmujący kucnął przy mnie przytulił po czym powiedział.
-Co on ci znowu zrobił?
-On, chyba co ja mu zrobiłam...
-Nie mów tak, jesteśmy szczęśliwi będziemy rodzicami a że jemu to przeszkadza to jego sprawa.
-po chwili odpowiedziałam- Masz rację. Koniec z nim, od teraz traktuje go tylko jako kolegę z pracy. I ty też.
-Wiesz słońce.... Po tym co nam zrobił ciężko mi będzie go polubić. Ale dla ciebie się postaram.
-Ooo, jak ja lubię takie zakończenia. -westchnęła Ola -ja lecę pa gołąbeczki.
-Pa kochana, dzięki że przyszłaś.
Wstałam z podłogi. Spojrzałam na bałagan.
-No wariat no! Ciekawe kto to posprząta...
-Oczywiste że nie ty kochanie. Ty musisz odpoczywać.
-Oho, zaczyna się - wymruczałam po cichu
-Kochanie a zastanawiałaś się nad imionami i chrzestnymi?
-Kochanie a czy nie jest za wcześnie na takie rzeczy?
-Ech, no po prostu nie mogę się doczekać aż przyjdą na świat małe Paule.
-Pff, chyba chciałeś powiedzieć małe Blanki.
-No może być... Aha i żeby było jasne na następną wizytę u lekarza idę z tobą.
-Okej. A teraz weź to sprzątnij i zamów nowe drzwi do łazienki. -roześmiałam się

*Oczami Nikolaya*
Prosto z mieszkania Blanki poszedłem do baru. Najpierw jeden kieliszek potem następny, potem jeszcze kilka drinków. A potem sam nie pamiętam......

*Oczami Blanki*
Stałam w lustrze gapiąc się w swój brzuch, który z dnia na dzień stawał się coraz większy. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje, Paul moja praca a teraz ten ślub i ciąża... A po drugiej stronie lustra Penchev. Mam nadzieję że nic sobie nie zrobi... Miałam złe przeczucie. Po chwili  zadzwonił telefon, była to moja pani ginekolog.
-Skarbie dzwoniła moja pani doktor, wizyta jest jutro o 10:00.
-Jutro, a miała być za tydzień.
-Za tydzień nie może. Idziesz ze mną?
-To jeszcze się pytasz, pewnie że idę. Po treningu wpadnę po ciebie i pojedziemy.
Nadszedł kolejny dzień, trochę się denerwowałam przed tą wizytą z Paulem, ale zacisnęłam zęby i pojechaliśmy tam razem.
Usiadłam na fotelu a lekarka zaczęła przeprowadzać badanie. Paul na widok maluchów aż się popłakał. Ja też ledwo co wytrzymałam. Szczęśliwi wróciliśmy do domu jednak nasz spokój nie trwał długo. Dostałam telefon z komisariatu że mam się natychmiast wstawić.
-------------------------------------------------------------------
Kolejna część, mam nadzieję że w miarę będzie. ;) Jak myślicie po co wezwano Blankę na komisariat? :D

Dziękuję za tyle wyświetleń, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. :* Do następnego.
Pozdrawiam. 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

środa, 22 stycznia 2014

Rozdział 15

Pierwsza moja myśl-bliźniaki?! To nie możliwe... Cieszyłam się chyba tak samo jak w momencie gdy Paul mi się oświadczał. No właśnie Paul, ciekawe co będzie gdy się dowie.... Mam nadzieję że będzie szczęśliwy.
Umówiłam się już na kolejną wizytę u pani doktor. Wracając wstąpiłam na Podpromie, chłopcy mieli trening. Cicho usiadłam na trybunach, nikt nawet nie zauważył że przyszłam. Przyglądałam się zawodnikom, trochę mi szkoda było na samą myśl o tym że za niedługo będę musiała odpuścić na jakiś czas pracę w klubie. Strasznie polubiłam tę robotę.
Ku mojemu zdziwieniu na boisku nie było Nikolaya, ciekawe dlaczego go nie ma na treningu. Po kilku chwilach dostrzegł mnie Krzysiek. Mieli akurat przerwę więc podszedł do mnie.
-Hej Blanka. -przywitał się
-Witam cię Krzysiu.
-Co u ciebie? Dawno cię nie widziałem.
-Tak, aż 2 dni temu na meczu, ale wiesz przez ten czas nic się bardzo nie zmieniło. -dobrze że się powstrzymałam, już miałam mu wygadać że jestem w ciąży a na dodatek bliźniaczej. - A co u was? Jak Iwona i maluchy?
-Dajemy radę. -uciął krótko Igła gdyż widział zmierzającego w  naszą stronę Lotmana
-Cześć skarbie, nie mówiłaś że przyjdziesz.
-Bo nie wiedziałam, chciałam zrobić wam niespodziankę.
Pomyślałam że nie mogę już dłużej czekać i muszę mu powiedzieć o tym że zostanie ojcem. Poprosiłam go na osobność. Czułam jak język plątał mi się w ustach ze strachu.
-Skarbie byłam u lekarza... -nie zdążyłam powiedzieć do końca
-Kochanie co ci jest? Dlaczego byłaś u lekarza?
-Byłam u lekarza dlatego że jestem w ciąży, będziemy mieć bliźniaki.
-Zostanę ojcem?! -zapytał oszołomiony Amerykanin
-Tak.
Paul zemdlał. Od razu zaczęłam go cucić, po chwili przybiegła reszta Resoviaków wypytując mnie co się stało a ja nie regując na ich pytania próbowałam dobudzić narzeczonego.
 Jakieś 10 minut później, przyjmujący stał na równych nogach. Alek zapytał Paula.
-Stary co się stało?
Lotman popatrzył na mnie a ja się tylko uśmiechnęłam w geście tego że może im o wszystkim powiedzieć.
-Co się stało?! A to się stało chłopaki że będę ojcem! -wykrzyczał siatkarz
-Ej słuchajcie nasz Loti będzie tatuśkiem! -krzyczał Krzysiek
Podbiegli do nas wszyscy po czym zaczęli nam gratulować. Kiedy już fala radości ustała podeszłam do trenera zapytać dlaczego nie ma Pencheva na treningu. Okazało się że jest na jakiś badaniach, bo podejrzewają u niego jakiś uraz. Trochę zrobiło mi się go żal. Jednak nie dając nic po sobie poznać wróciłam do Paula i reszty. Po upływie godziny wróciliśmy do domu. Idąc po schodach Lotman wziął mnie na ręce.
-Czyś ty oszalał?! Puść mnie.
-Kochanie nie możesz się przemęczać! Pozwól że ja się teraz wszystkim zajmę.
-Hmm... odpowiada mi taki układ.
-Sama widzisz. - wtuliłam się w niego a po chwili odstawił mnie
Nie cieszyliśmy się długo spokojem, po chwili do mieszkania wpadła ucieszona Ola z Piotrkiem.
-Kochani jak ja się cieszę! -przytuliła nas Ola po niej podszedł Pit i pogratulował nam.
-Na pewno będziecie świetnymi rodzicami. A płeć dziecka znacie?
-Nie znamy płci dzieci.
-Jak to dzieci?
-Tak to kochana że spodziewamy się bliźniaków.
-Serio?!
-Serio,serio. -zaśmiałam się
- Nie wierzę, to cudownie.
W trakcie rozmowy wyszło że Nikolay ma uraz kolana i nie pojedzie na najbliższy wyjazdowy mecz pasiaków. Więc ja też będę musiała zostać robić mu opatrunki itp. Paul na pewno nie był z tego powodu szczęśliwy no ale musiał jakoś to przeboleć. Już słyszałam jak mój telefon dzwoni przez 24 h na dobę...
Miałam tylko nadzieję że nie wie jeszcze nic o mojej ciąży.
Skoro chłopaki wyjeżdżają o 22:00 z Rzeszowa to postanowiłyśmy z Olką że do powrotu drużyny z meczu będzie u mnie. Mi odpowiadał taki układ gdyż nie muszę być sam na sam z Penchevem.
Nadszedł kolejny dzień wstałyśmy z Olą dopiero około 10:30. Ogarnęłyśmy mieszkanie bo urządzając sobie nocne oglądanie filmów troszkę się nabałaganiło...
Potem siedziałyśmy na kanapie gadając o byle czym. Rozmowę przerywał nam co chwilę martwiący się Paul. A tak na prawdę dzwonił sprawdzić czy nie ma razem z nami Nikolaya. O wilku mowa po 5 minutach od mojej rozmowy z Lotmanem do drzwi zapukał właśnie Niko miałam mu dać jakieś plastry na kolano.
*OCZAMI NIKOLAYA*
Bałem się tego spotkania z Blanką, za każdym razem jak ją widzę nie wiem co mam ze sobą zrobić. Jednak po chwili zapukałem do drzwi. Otworzyła mi Olka narzeczona Piotrka.
-Cześć Nikolay.
-Hej.
- Wejdź Blanka już idzie, szuka dla ciebie tych plastrów.
-Dzięki.
Siedząc razem z Olką w salonie przyszła do nas Blanka.
-O hej, to są te opatrunki na opakowaniu wszystko piszę.
-Okej, dzięki za plastry. Nie będę wam przeszkadzał. Będę już leciał
-Tak szybko? Nie przeszkadzasz. Może się czegoś napijesz z nami? Kawa, herbata a może  coś mocniejszego?
-Blanka coś mocniejszego? Przecież ty w ciąży jesteś do cholery! ... Ups przepraszam. -spuściła głowę Ola

Co jakiej ciąży?! Kobieta, którą kocham będzie mieć dzieci z innym facetem?! To nie może być prawda... Nie mam już dla kogo żyć, moje życie nie ma sensu... -pomyślałem po czym wybiegłem z mieszkania.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest oto 15 część, nie jest ona najlepsza a przynajmniej ja nie jestem z niej zadowolona. Jak myślicie co zrobi Nikolay po tym jak się dowiedział że Blanka jest w ciąży? Czekam na wasze propozycję. ;) Pozdrawiam, do następnego. :*

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

czwartek, 16 stycznia 2014

Rozdział 14

Jak można być takim idiotą? Rozwalać ludziom życie tylko po to by czerpać z tego radość? Jaką radość?! To jest chore... A wydawał się taki miły, słodki i te jego oczy...  O czym ty myślisz? Ogarnij się do cholery! Za niedługo wychodzisz za Paula myśl o nim o przygotowaniach o pracy.  Takie myśli mi przychodziły do głowy przez całą noc po tej bójce chłopaków. Dziwiłam się sama sobie, żeby takie rzeczy myśleć o człowieku, który chcę być ze mną za wszelką cenę? Sama już nic z tego nie wiem. Bo z drugiej strony dlaczego mam się mścić na Penchevie skoro mu się podobam? Albo się nie podobam a jego hobby to rozwalanie ludziom związków.
Nie mogłam już wyleżeć z tego natłoku myśli więc wstałam poszłam do kuchni i usiadłam przy stole ze szklanką wody w ręku starając się nie myśleć. Ale i tak wiedziałam że nie dam rady się odprężyć i zasnąć. Na całe szczęście jutro mam wolne. Nie zauważyłam a obok mnie usiadł zaspany Paul. Przytulił się do mnie i powiedział: -Dlaczego nie śpisz? Stało się coś?
-Nic się nie stało... Właściwie to sama nie wiem..
-Powiedz mi o czym tak myślisz pomyślimy razem.
-Nie będę cię zamartwiać moimi problemami.
-No mów, twoje problemy to i moje. -Paul  ucałował mnie w policzek ja wtulając się w niego zaczęłam mówić.
-Myślę o tej waszej bijatyce o tym co ja powiedziałam do Nikolaya a co on powiedział jeszcze kiedyś jak nas widziałeś.
-Kochanie, proszę nie myśl o nim. I tak już zbyt dużo namieszał w naszym życiu. Nie myślmy już o nim. Liczy się tylko nasza dwójka i to że za nie długo będziemy szczęśliwym małżeństwem.
-Masz rację. Kocham cię. - Lotman wziął mnie na ręce
-Ej co ty wyprawiasz. Puść mnie wariacie - roześmiałam się.
-A teraz idziemy spać, bo będziesz jutro nie wyspana słońce.
-Na prawdę chodzi ci tylko o to że nie wyspana czy o to że rano przed treningiem nie będzie chciało ci się robić śniadania?
-Yyy no wiesz...właściwie to masz rację. -stanęłam na równe nogi.
-To śpisz na kanapie. -zamknęłam drzwi do sypialni po czym głośno się zaśmiałam
-Blanka skarbie ty moje, otwórz. Proszę.
-Nie, kanapa!
-Nie no ogień nie dziewczyna -wyszeptał pod nosem przyjmujący i położył się na kanapie a ja otworzyłam drzwi.
-No chodź, zlituję się nad tobą.
-Ach tak?!
-No tak. -Lotman wstał z kanapy i zaczął mnie łaskotać.
-Przestań no! Do cholery jest 2:30 nad ranem. -nie reagując na moje prośby łaskotał mnie dalej co potem przerodziło się w pocałunki.
To jak gdyby jeden moment, jedna chwila...
Około 9:00 musiałam wstać, przygotować śniadanie dla Paula bo on nie raczył sobie samemu zrobić jak zwykle z resztą. Po 30 minutach wstał.
-Proszę, proszę witamy naszą śpiącą królewnę! -roześmiałam się
-Haha, bardzo śmieszne. -mimo tego żartu otrzymałam buziaka na dzień dobry
-Śniadanie dla mojego zaspanego księcia. -podałam mu talerz z jajecznicą.
-Dzięki. -usiadłam obok jedzącego Paula. Wstałam aby napić się herbaty ale zakręciło mi się w głowie po czym momentalnie usiadłam na krześle.
-Blanka co ci jest, skarbie?! -zapytał przestraszony Amerykanin
-Nie, nic po prostu za szybko wstałam.
-Na pewno nic ci nie jest?
-Tak na pewno idź już na trening bo się spóźnisz.
-Okej, ale jak by coś to dzwoń, od razu przyjdę.
-Idź już.

Z perspektywy Paula
Ciekawe co jej się stało na wszelki wypadek zadzwonię do Olki niech z nią posiedzi, bo nie podoba mi się stan zdrowia Blanki. Ola na szczęście zgodziła się przyjść. Więc byłe już spokojny i mogłem udać się na trening.

Z perspektywy Blanki
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Z trudem wstałam od stołu i poszłam otworzyć. Była to Ola.
-Cześć kochana.
-Cześć, mogę wiedzieć czemu zawdzięczam twoją wizytę?
-Lotman mnie prosił żebym przyszła ponoć nie czujesz się najlepiej.
-To nic poważnego po prostu nie wyspałam się dzisiaj i tyle.
-Mhm, jasne ty się nie wyspałaś czo oboje się nie wyspaliście?
-Skąd ty to wszystko wiesz?
-Wiedziałam.
-Dobra, wchodź nie będziemy rozmawiać przez próg.

*Kilka dni później*
Czułam się jeszcze gorzej ciągłe mdłości, zawroty głowy. I jeszcze nic nie mogłam jeść. Nie mogłam już patrzeć na Lotmana, który o dziwo jeszcze nie wywiózł mnie do szpitala. Pewnego dnia po pewnych przeczuciach postanowiłam się wybrać do lekarza- ginekologa.
Poczekałam 15 minut przed gabinetem. Potem weszłam do środka.
-Dzień dobry pani doktor. Chciałam się dowiedzieć czy jestem w ciąży.
-W takim razie zapraszam na fotel. -chwilę później czekałam już na to co powie lekarka.
-Czy w pani lub narzeczonego rodzinie miał ktoś bliźniaki?
-Nie raczej nie. -odpowiedziałam, nie spodziewając się tego co za chwilę usłyszę.
-Jest pani w ciąży, spodziewa się pani bliźniąt.
--------------------------------------------------------------
Tadam jest 14 część, trochę nie udana ale cóż. :) Jak myślicie jaka będzie reakcja Paula na wieść o tym że zostanie ojcem, a jak zareaguje Penchev? Czekam na wasze pomysły i propozycję. ;) Do następnego...

PS. Dziękuję za 2000 wyświetleń. Kochani jesteście *.* 

 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział 13

 Jak dla mnie pomysł z tym ślubem był dobry. Ale i tak z całą ceremonią musimy poczekać aż się skończy sezon albo jak nie będziemy rozgrywać meczy co 3 dni. Rozmawiałam z Olą, jej też się podoba pomysł wymyślony przez chłopaków. Jednak dziś nadszedł bardzo ważny oraz wyczekiwany mecz z Koziołkami. Co znaczyło dla mnie- zdjęcia, filmy, wywiady i tak w kółko. Spędziłam cały dzień na Podpromiu. Można powiedzieć że dziś pracowałam na pełnych obrotach. Najpierw o 9:00 rano trening Resovi i ZAKSY. Więc przydało by się zrobić parę zdjęć. Potem po treningu nasi chłopcy mieli masaż więc to też moja brożka, no ale czego się nie robi dla tych chłopaków...
Nadszedł wieczór. Pierwsi kibice zaczęli się pojawiać na trybunach. Ja z gotowym sprzętem czekałam aż obydwie drużyny wyjdą na boisko. Długo nie trzeba było czekać. Po około pół godzinach rozpoczął się mecz. Pierwszy set padł łupem Rzeszowiaków. Ale w kolejnych poszło gorzej niż myślałam. Na całe szczęście wygraliśmy w zadowalającym stosunku 3:0 ! Kibice również dopisali jak zawsze. A ja nareszcie byłam zadowolona z materiałów, które zgromadziłam podczas spotkania. Po meczu udałam się na konferencję prasową z Alkiem i trenerem.
Zeszłam z powrotem na boisko. Paul rozdawał autografy, więc ja usiadłam na schodach czekając aż skończy. Po około godzinie kolejka z fanami wcale się nie zmniejszała a ja zmęczona jak nigdy podeszłam do mojego narzeczonego mówiąc:
-Przepraszam kochani ale Paul już jest zmęczony. -po tych słowach odciągnęłam go od kolejki a on nie zważając na ludzi różnych fotografów objął mnie po czym wpił swoje usta w moje. Myślałam że odpłynę...
-Gdyby nie ja stał byś tu do rana.
-Wiem, nie potrafię nikomu odmówić zdjęcia czy podpisu.
-Ooo mój cały Lotman, dobry do bólu -zaśmiałam się.
-Leć się przebierać czekam w samochodzie.
-Okej.
Godzinę później dotarliśmy do domu. Ja musiałam się wyspać gdyż od rana znów miałam pełno pracy, a mianowicie zmontować filmik do "Asseco Resovia Tv" a potem jeszcze kolejny masaż. Oni to mają dobrze nawet po meczu wygranym 3:0 mają masaż jaki ten świat jest nie sprawiedliwy... Kiedy tylko weszliśmy do mieszkania od razu wzięłam prysznic i poszłam spać.
Rano obudził mnie, huk miasta. Od razu po otworzeniu okna spostrzegłam że balkon jest otwarty. Nie wychodziłam z łóżka. Po chwili drzwi do pokoju się otwarły, stał w nich Paul z tacką, na której było śniadanie.
-Proszę bardzo to dla ciebie królewno. -ucałował mnie na przywitanie Amerykanin
-Ojej na prawdę, jakiś ty kochany, dziękuję. -odwzajemniłam jego delikatny pocałunek, po czym zabrałam się do jedzenia.
-Masz dzisiaj jakiś trening?
-Nie mam. Więc ty sobie spokojnie pracuj a ja przygotuję kolację.
-A na masaż do mnie nie przyjdziesz?
-Hmm, myślałem że ja będę miał jakiś specjalny masaż po kolacji...
-Głupek. - wybuchliśmy śmiechem. -Ale rozważę twój pomysł
Po przygotowanym przez Paula śniadaniu, ubrałam się lekko pomalowałam i ruszyłam na Podpromie.
Tak jak miałam w planach najpierw zmontowałam filmik a następnie zaczęli schodzić się chłopcy na masaż. Jak zwykle była miła atmosfera, do czasu aż zjawił się Nikolay...
-Mogę wejść?
-Wejdź, zaczekaj chwilę a ja przyniosę olejek. - Penchev oparł się o biurko i uśmiechnął się.
-Co cię tak bawi?
-Liczyłem na jakiś masaż gratis, u mnie w mieszkaniu.
-Że co proszę?! -w tym momencie byłam wyprowadzona z równowagi jak nigdy
-To co słyszysz kochanie...
-Chyba nie pamiętam żebyśmy przechodzili na pieszczotliwe słówka!
Niko podszedł do nie po czym delikatnie złapał mnie za podbródek.
-Co ty znowu robisz\? -strąciłam jego rękę z mojej brody
-Nie mów mi że nie chcesz  powtórzyć tego pocałunku?
-Człowieku ty jesteś nie normalny, opanuj się! Przez ciebie o mało nie rozpadł się związek mój i Paula!
-Dla mnie mała strata!
-Pewnie bo tobie się wydaje że wywrócisz tymi twoimi boskimi oczami i każdą będziesz mieć?!
-Sama powiedziałaś boskimi!
-Nie denerwuj mnie! -nawet nie spostrzegliśmy się kiedy zaczęliśmy krzyczeć. Pod drzwiami stali Krzysiek, Piotrek, Alek i Dawid. Widziałam ich ale nie miałam siły krzyczeć na nich żeby się nie wtrącali.
-Ale ja cię nie denerwuje. - Niko znów do mnie podszedł, nagle do gabinetu wparował wkurzony Lotman.
-CZŁOWIEKU CO TY ZNOWU CHCESZ OD MOJEJ NARZECZONEJ?!
Już wtedy wiedziałam że któryś z chłopaków pod drzwiami zadzwonił po Paula.
-Ja nic, rozmawiamy sobie o nas.
-Nie wkur*wiaj mnie! Bo ci coś zrobię.
-Ooo proszę będziemy się bić?! No dawaj! -nim się spostrzegłam chłopaki zaczęli się bić. Do pokoju wparował Igłą, który próbował ich rozdzielić a który sam został uderzony przez przypadek.
-Ej, przestańcie!! -krzyknęłam, całe zajście usłyszał trener, wpadł do nas po czym swoim stanowczym głosem rozkazał chłopakom przestać się bić a mnie kazał ich obejrzeć.
Na całe szczęście skończyło się tylko na podbitych oczach rozciętej wardze i krwotoku z nosa.
-Nie no idioci! -powtarzałam od nosem opatrując chłopaków.
-A tobie Paul co przyszło do głowy żeby się z nim bić, mogłeś się domyślić że będzie chciał cię sprowokować!
-Wiem no , przepraszam skarbie. -Nikolay się roześmiał.
-A ty się zamknij z tobą jeszcze nie skończyłam! -pogroziłam Bułgarowi
Po "akcji reanimacyjnej" wróciliśmy do domu. Gdzie czekał już powiadomiony o całym zajściu Piotrek. Oni siedząc na kanapie rozmawiali a ja myślałam jak zemścić się na Penchevie....
-----------------------------------------------------------------------------------
Jest oto 13 (mam nadzieję nie pechowy) rozdział. Pierwszy raz dodaję coś z dnia na dzień... :) I zapewne ostatni raz. :p Chciałabym pozdrowić z tego miejsca moją koleżankę Sylwię T. która o to mnie prosiła.

Czekam na wasze opinie odnośnie tej części. :D

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ 

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rozdział 12

Związek mój i Paula układa się jak na razie dobrze. Żeby nie zapeszyć mówiąc idealnie. Nikolay chyba też już odpuścił widząc że ja i Lotman to coś poważnego. Nareszcie wszystko zaczęło się układać. Ale miałam dziwne uczucie jak by to była dopiero cisza przed burzą...
Wstałam zaraz rano, postanowiłam zrobić śniadanie dla mnie i dla Paula. Ubrałam się i poszłam do kuchni, wyjęłam potrzebne produkty na naleśniki i zaczęłam przygotowywać naleśniki. Starałam się robić wszystko tak cicho jak tylko się da. Na próżno. Stłukłam szklankę, budząc przy tym Paula. Zdążyłam tylko wymamrotać pod nosem coś w stylu cholera a do kuchni wszedł przestraszony Amerykanin.
-Blanka skarbie co się stało?!
-Szklankę stłukłam, nic wielkiego.
-Nic się nie stało? Nie skaleczyłaś się?
-Nie. - schowałam ręce za siebie ewidentnie ukrywając poranione dłonie
-Mhm, pokazuj. -po tych słowach przyjmującego pokazałam mu moje pokaleczone dłonie.
-Nic wielkiego tylko nakleić plaster.
-Masz całe ręce we krwi i ty mi mówisz że tylko plaster nakleić?!
Lotman wpadł w histerię, z pozoru taki opanowany a na widok moich poranionych rąk przestraszył się jak dziecko, jednak nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie że tak się mną przejął w tym momencie. Po chwili zaopatrywał mi rany.
-Już wystarczy do wesela się zagoi. -zaśmiałam się
-No właśnie skarbie skoro już się wszystko z nami wyjaśniło i w ogóle jest dobrze, to może zaczniemy myśleć o przygotowaniach do ślubu?
-Też tak myślę. Ale możemy wrócić do tej rozmowy po treningu, który masz za jakieś 30 minut?
-Jasna cholera! - krzyknął Paul
-Torba w przedpokoju. -Uśmiechnęłam się stojąc oparta o blat kuchni z kubkiem zielonej herbaty w ręku.
-Dzięki jesteś kochana. -przed wyjściem Lotman ucałował mnie w czoło po czym wyszedł z mieszkania.
Ja mimo ran na dłoniach postanowiłam posprzątać szkło z podłogi, schowałam też wcześniej wyjęte produkty z powrotem do szafki. Potem chwyciłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Oli gdyż nie chciałam spędzać większość dnia sama. Umówiłyśmy się u niej. Ubrałam się, zamknęłam mieszkanie i wyszłam.
Po kilku minutach byłam już na miejscu. Zapukałam do drzwi czekając aż ktoś mi otworzy.
-Hej, wejdź. -w drzwiach ukazała się Ola
-Cześć, dzięki.
-I jak tam z Paulem? Wszystko dobrze?
-Tak, jak najbardziej a u ciebie i u Piotrka jak wam się układa? - Ola nic nie mówiąc podeszła do mnie pokazując pierscionek zaręczynowy.
-Nie gadaj! -szczęka mi opadła z wrażenia
-Tak, Piotr mi się oświadczył. -przytuliłam Ole ze szczęścia
-Gratuluje kochana!
-Blanka mogę cię o coś poprosić?
-Jasne, mów o co chodzi.
-Zostaniesz moją świadkową na ślubie?
-Ja? Na prawdę?
-Tak, zgodzisz się błagam.
-Oczywiście że się zgadzam.
-Dziękuję.

*Oczami Paula*
Wracając z treningu myślałem o tym co powiedział mi Piotrek podczas treningu, właściwie to byłby nie zły pomysł ciekawe co na to Blanka.... Jeszcze tylko wstąpie po kwiaty dla Blanki.

*Oczami Blanki*
Postanowiłam już wracać, Paul miał być już po treningu więc zaraz pewnie będzie w domu. Po drodze zrobiłam zakupy aby przygotować obiad. Tak jak miałam w planie tak zrobiłam, przygotowałam obiad co zajęło mi około 1,5 godziny. Usiadłam na kanapie czytając Przegląd Sportowy.
Po chwili do mieszkania wszedł Paul, kompletnie go nie słyszałam. Nagle przed oczyma pojawił się ogromny bukiet pięknych czerwonych róż. Obróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Lotmana.
-Jej to dla mnie. -wstałam z kanapy
-Nie nie dla ciebie a najpiękniejszej, najukochańszej kobiety na świecie. -wzięłam bukiet do ręki a Paul wziął mnie na ręce kręcąc się jak wariat po pokoju...
-Kocham cię. Dziękuję. -pocałowałam przyjmującego w usta. -A teraz siadaj bo obiad stygnie.
Po chwili byliśmy już w trakcie obiadu rozmawiając o zaręczynach Pita i Oli.
-Skarbie, a może weźmiemy ślub razem z nimi w tym samym dniu?
-Co prawda Ola mnie prosiła o to abym została jej swiadkową, ale mnie się pomysł podoba.
-Rozmawiałem z Piotrkiem ma pogadać z Olą.
-W każdym razie mnie się pomysł podoba.
--------------------------------------------------------------
Kolejna część 12! Może rozdział nie jest idealny ale tak jak wspomniała bohaterka to dopiero cisza przed burzą... ;) Nie będę zdradzać szczegółów.  Do następnego rozdziału....


CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ